Do tej pory w ramach wspólnych wyjść do teatrów odwiedziliśmy wiele miejsc na teatralnej mapie stolicy. Przyszła pora na odwiedziny u sąsiadów, czyli w Teatrze Rampa

14 marca, w sobotnie popołudnie obejrzeliśmy "Calineczkę" w reżyserii Witolda Mazurkiewicza. Podobnie jaki większość przedstawień Rampy i to można nazwać muzycznym. Opowieść o maleńkiej mieszkance łąki nie odbiega znacznie od znanej wszystkim wersji Andersena. Sceniczne wydarzenia rozgrywają się wokół metalowej kulistej konstrukcji, która raz jest kwiatem, kiedy indziej mysią norką, ropuchą lub liściem nenufaru. Kostiumy, scenografia i maski są wykonane z wyglądającego na miękki różnokolorowego materiału i mimo wielości barw tworzą spójny i skromny - w dobrym tego słowa znaczeniu - obraz. Przedstawienie oglądaliśmy na scenie kameralnej teatru, która świetnie nadaje się do organizacji imprez dla dziecięcej publiczności. Zwróciliśmy uwagę na bardzo miłą obsługę widowni i istotne udogodnienie: wygodne usztywniane poduszki umieszczane na fotelach dla najmłodszych widzów. Po przedstawieniu czekała nas wyjątkowa atrakcja - spotkanie z Piotrem Furmanem, aktorem Rampy, który w "Calineczce" grał rolę kreta. Dowiedzieliśmy się sporo o pracy aktora, zajrzeliśmy za kulisy, ale szczególne zainteresowanie wzbudziła anegdota o słyszanym czasami w Rampie... duchu teatru.

M.F.