To była nasza kolejna wizyta w Teatrze Wielkim, ale pierwszy raz było aż tak szykownie i elegancko. Niektóre panie włożyły stroje niemalże wieczorowe, więc i my postaraliśmy się o zaakcentowanie wyjątkowości tego wieczoru. A co oglądaliśmy? Mieliśmy ogromną przyjemność uczestniczyć w jednym z serii baletowych spektakli na podstawie "Don Kichota" Cervantesa z librettem Mariusa Petipy, z muzyką Ludwiga Minkusa i w opracowaniu choreograficznym Aleksieja Fadejeczewa. W teatrze pojawiliśmy się prawie godzinę przed rozpoczęciem baletu, aby w foyer wielkim wysłuchać wprowadzenia na temat spektaklu i uczestniczyć w bardzo ciekawej rozmowie z Siergiejem Basalejewem, tancerzem naszego baletu, który rolą Don Kichota kończy sceniczną karierę. Opowiadał o przygotowaniu roli, która jest bardziej aktorska niż tańczona i bywa częstym zwieńczeniem długiej drogi w trudnym zawodzie tancerza. Po spotkaniu udaliśmy się na nasze miejsca na pierwszym balkonie, nie bardzo blisko, ale za to dokładnie na wprost sceny z dobrą widocznością zarówno na nią, jak i na kanał orkiestry. O samym spektaklu można by pisać długo, a krytycy baletowi potrafią godzinami komentować każde taneczne pas. Ode mnie tylko kilka zdań. "Don Kichot" jest zachwycającym zjawiskiem, doskonałym do rozpoczęcia przygody z baletem dla każdego widza: dorosłych, młodzieży i dzieci. Przez trzy akty i dwie godziny tańca podziwialiśmy kunszt artystów w tańcach solowych, duetach, scenach zbiorowych. Piękne kostiumy, inspirowane tradycyjnymi hiszpańskimi strojami, przyprawiają o zawrót głowy. Jednak najgłębsze westchnienie widzów (zwłaszcza rozsianych na widowni dziewczynek) wzbudził moment snu głównego bohatera, podczas którego na scenie pojawiają się tancerki w białych paczkach. Klasyka wzbudzająca tyle radości! I choć staraliśmy się śledzić fabułę - przygody błędnego rycerza i jego giermka Sancho Pansy oraz historię miłości Basilia i Kitri - to wiedzieliśmy dobrze, że chodziło głównie o pełen radości, popisu, dowcipu i temperamentu taniec. Wcale się nie dziwię znanym mi osobom, które "Don Kichota" widziały już nie raz i nie dwa - bo i ja mogłabym znów.                                      

M.F.